Login Sign Up
Advert
Your ad spot
Reserve this exclusive slot for the selected period.
Buy advertising →
Telegram community logo - MojaPolska
Added 06 Dec 2025

MojaPolska

@mojapolskaszkola
Number of subscribers: 14 123
Photos: 955
Videos: 83
Links: 384
Description:
Школа польської 🇵🇱 мови. Польська мова від професіоналів. Ми вміємо ідеально пояснити. Це те, що нас відрізняє. 📔 Класичний підхід 🔥 Сучасні методики ❗ Чітко і доступно ✅ Цікаво і ефективно Перепости наших текстів виключно з посиланням на канал!
Source

MojaPolska | Kawiarnia pod Kotem. Sezon 2. Odcinek 8. Cisza przed burzą#czytanie#na...

Telegram community logo - MojaPolska MojaPolska @mojapolskaszkola
1 460 Views/Reach 2026-04-17 14:26 Message №4637
Kawiarnia pod Kotem. Sezon 2. Odcinek 8. Cisza przed burzą#czytanie#naszserial_2#kawiawnia_pod_kotemKwiecień powoli się kończył. „Kawiarnia pod Kotem” obsługiwała starych i nowych klientów, kawa się parzyła, ciastka się jadły... Nic się nie zmieniało.Zuza przetarła stolik po pierwszej dzisiejszej klientce.— Ale nudy... — ziewnęła. — Mam takie wrażenie, że nic się nie dzieje.— No bo nic się nie dzieje — odparł Marek, licząc pudełka z herbatami. — Nie widziałaś zielonej matchy? Mirka przecież żyć bez niej nie może.— Chyba się skończyła, musisz zamówić — powiedziała Zuza, zaglądając do pustego słoiczka na matchę.— Żartujesz — parsknęła Julia. — Nie znamy dostawców. Wojtek zawsze przywoził ją z Włoch.— No, faktycznie. Matcha się skończyła, szefunio zaginął...Julia nagle zbladła i z przerażeniem złapała Zuzę za rękę.— Jak to zaginął? Nie żyje? Przecież zaginąć to umrzeć!Zuza popatrzyła na nią jak na wariatkę, a po chwili powiedziała:— Puknij się w czoło, dziewczyno. Tyle czasu w Polsce, a nie wiesz, że zaginąć i zginąć to nie to samo? Zaginął znaczy przepadł, zniknął.Julia stała się czerwona jak burak i nachyliła się nad lodówką, by ukryć zmieszanie. Na szczęście drzwi się otworzyły i do kawiarni weszli: Eliza w eleganckim kapeluszu, Adam z aparatem na szyi i jeszcze jedna pani — nieco młodsza i jeszcze bardziej elegancka (o ile to możliwe) wersja Elizy Braun: czarne palto, koronkowe rękawiczki i czerwona szminka. Cała trójka wpłynęła do kawiarni i usiadła przy największym stoliku. Na twarzy Elizy wyraźnie odczytywało się zniechęcenie i żenadę, młodsza jej kopia z zainteresowaniem rozglądała się dookoła, zaś stary fotograf wyraźnie czuł się między młotem a kowadłem.Julia, Marek i Zuza zamienili zdziwione spojrzenia, ale od razu uśmiechnęli się szerokim, zawodowym uśmiechem.— Dla Państwa jak zawsze? — upewniła się Julia i doczekawszy się skinienia głową od Elizy, odwróciła się do ekspresu. Zuza zaś podeszła do stolika.— A dla pani...? — popatrzyła na nową klientkę.— Klaudia jestem, Klaudia Braun — przedstawiła się głośno i nieco zbyt teatralnie. — A to ta słynna kawiarnia, w której moja siostrzyczka zostawia tyle pieniędzy? No nie wiem... Dla mnie zieloną herbatę, proszę, bez cukru. Kawa psuje serce, a cukier zęby, moja droga.W tej chwili Eliza wywróciła oczami, a Adam wyglądał, jakby chciał zniknąć. Zuza, wróciwszy za ladę, zrobiła wielkie oczy do Julii:— Ale będzie jazda, czuję to — szepnęła.Julia popchnęła ją łokciem i postawiła na tacy napoje dla całej trójki.Po półgodzinie w kawiarni wrzało. Kwietniowe zimno zachęcało do napicia się firmowego cappuccino Julii albo nowości — matchy w wykonaniu Marka. Klienci wchodzili i wychodzili, śmieli się, pili, jedli, zostawiali napiwki, żartowali. Tylko przy stoliku pań Braun trwało milczenie, chociaż Julia miała wrażenie, że to cisza przed burzą.Milczenie przerwała Klaudia. Odstawiła filiżankę z taką siłą, że aż zadźwięczał spodeczek.— No dobrze, Elizo. Przestańmy udawać, że pijemy herbatę w miłym towarzystwie — powiedziała ostro, nie dbając już o to, czy ktoś ją usłyszy. — Przyjechałam tu, bo dostałam list od notariusza.— Tak właśnie myślałam — spokojnie odparła Eliza, patrząc z ironią na siostrę. Chociaż uważny obserwator dostrzegłby lekki niepokój w jej oczach. — Nie znalazłaś lepszego miejsca na omawianie testamentu?Dzwonek u drzwi kolejny raz zadzwonił i głośne „Hejka!” przerwało niezręczną rozmowę. Do kawiarni wtargnęła grupa hałaśliwych nastolatków, obwieszonych kolczykami w najróżniejszych miejscach, szpiczastymi bransoletkami i łańcuchami. Z głośnymi żartami zajęli stolik tuż obok pań Braun i Adama. Z towarzystwa wyłoniła się Mirka i krzyknęła ponad głowami starszych państwa:— Młody, dla nas trzy zielone na kokosie, bo wszyscy wiedzą, że są zajebiste, i dwa cappuccino od Julii! Dzień doberek, pani Elizo, panie Adamie, świetny aparat! — pomachała ręką do sąsiadów i usiadła między dwóch długowłosych i wytatuowanych chłopaków.